Aktualności


Oszczędzasz paliwo -niszczysz auto!

Z oszczędną jazdą – jak ze wszystkim w życiu – nie wolno przesadzać. W skrajnych przypadkach może się bowiem okazać, że to, co udało się zaoszczędzić na stacji benzynowej, trzeba będzie później wydać w warsztacie

Już wkrótce nawet na egzaminach na prawo jazdy egzaminatorzy mają sprawdzać, czy kandydaci na kierowców potrafią jeździć oszczędnie. Nowe auta coraz częściej podpowiadają kierowcom, kiedy powinni zmieniać biegi, a podczas postoju gaszą silnik.

Wszystko to ma nie tylko ratować środowisko naturalne, lecz także pomagać w oszczędzaniu pieniędzy. Niestety, zbyt oszczędna jazda bywa droższa, niż się wydaje.

Jeśli dokładnie przestrzega się wskazówek dawanych przez auto, to zwykle udaje się osiągnąć spalanie zbliżone do deklarowanego przez producenta. W wielu modelach system skalibrowano jednak tak, że zalecane obroty w czasie jazdy tylko nieznacznie przekraczają obroty biegu jałowego. Pół biedy, jeśli w takich warunkach auto po prostu toczy się bez wciskania pedału gazu.

Gorzej, jeśli spróbujecie nieco przyspieszyć. W takiej sytuacji silnik może wpaść w nieprzyjemny rezonans i wibracje – te groźne symptomy świadczą o tym, że jednostka i układ przeniesienia napędu pracują pod nadmiernym obciążeniem. Wbrew pozorom jazda na niskich obrotach, ale pod dużym obciążeniem, może bardziej zaszkodzić silnikowi niż wkręcanie go na wysokie obroty.

Problem polega na tym, że w wielu nowych konstrukcjach wibracje motoru pracującego na niebezpiecznie niskich obrotach są niemal niewyczuwalne. To efekt stosowania coraz doskonalszych hydraulicznych zawieszeń silników i dwumasowych kół zamachowych, które skutecznie maskują efekt szarpania przy niskich obrotach.

 

Oszczędzanie na obrotach

Najłatwiejszym sposobem na obniżenie zużycia paliwa jest jazda na możliwie niskich obrotach. W nowoczesnych autach taki sposób prowadzenia bywa nawet wyraźnie sugerowany przez elektronikę pokładową – do wczesnej zmiany biegów napomina wyświetlacz na desce rozdzielczej.

Więcejj na : www.auto-swiat.pl

________________________________

 

Nowe zasady opodatkowania wykorzystywania aut służbowych do celów prywatnych

Od przyszłego roku użytkowanie służbowych samochodów do celów prywatnych będzie prawdopodobnie opodatkowane ryczałtem. Eksperci oceniają, że uporządkuje i ułatwi to rozliczenia z fiskusem, bo przedsiębiorcy zamiast poszukiwać sposobu na to, jak obliczać przychód pracownika z tego tytułu, będą po prostu doliczać do podstawy opodatkowania stałą kwotę w zależności od pojemności silnika auta. To jedna ze zmian, jaką zakłada rządowy projekt ustawy o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej, którym w tym tygodniu ma zająć się sejmowa komisja do spraw związanych z ograniczaniem biurokracji. 

Wykorzystywanie firmowego samochodu do celów prywatnych jest, zgodnie z obowiązującym prawem, przychodem pracownika i podlega opodatkowaniu. Na skutek niejasnych przepisów przedsiębiorcy mają problem z oszacowaniem takiego przychodu. Niektóre firmy stosują tzw. kilometrówkę lub stawki branży CFM (z ang. Car Fleet Management) wykorzystywane podczas wynajmu samochodów. 

– Jest duży bałagan, o czym środowisko doradców podatkowych mówiło od lat – twierdzi Andrzej Marczak, szef zespołu ds. podatków osobistych KPMG w Polsce. – Dlatego cieszymy się, że propozycje rządu wychodzą naprzeciw tym oczekiwaniom. Głównym celem podatków powinno być pozyskiwanie dochodów w najprostszy, najtańszy i najmniej uciążliwy dla przedsiębiorców sposób. Ryczałtowe opodatkowanie aut spełnia te przesłanki. 

Nowe propozycje mówią o tym, by pracodawca dopisywał do przychodu wykorzystującego samochód firmowy pracownika zryczałtowaną kwotę, uzależnioną od pojemności silnika pojazdu. Ustawodawca przyjmuje, że dla aut o pojemności do 1600 cm sześciennych kwota przychodu wynosiłaby 250 zł miesięcznie. W przypadku samochodów z większymi silnikami (powyżej 1600 cm sześciennych) ta kwota wynosiłaby 400 zł miesięcznie. 

– Proponowane kwoty przychodu dla pracowników mniej więcej zgadzają się z obecnie stosowanymi przez pracodawców – podkreśla Andrzej Marczak. – Jeżeli ten dodatkowy przychód dopiszemy do podstawy opodatkowania pracownika, to kwota podatku, czyli to, co faktycznie zapłaci pracownik, wyniesie od 45 zł do stu kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Myślę, że to jest rozsądna cena, a taki sposób uregulowania tej kwestii bardzo ułatwi rozliczenia z fiskusem. 

Rządowe propozycje, jak podkreśla szef zespołu doradców ds. PIT w polskim oddziale KPMG, nie są idealne. Może dojść do sytuacji, w której pracownik będzie miał większy przychód, mimo że ze służbowego auta nie korzystał w ogóle albo rzadko. 

– W takiej sytuacji nie stosujemy tego przepisu. Ustawodawca przewidział też, że jeżeli w danym miesiącu tylko częściowo wykorzystujemy służbowe mienie do celów prywatnych, możemy tę kwotę przychodu odpowiednio pomniejszyć – to jest metoda proporcjonalna – wartość przychodu ustala się wówczas za każdy dzień wykorzystywania samochodu do celów prywatnych w wysokości 1/30 wymienionych kwot. Stosując ten zapis, możemy kwotę odpowiednio alokować i dostosować do danej sytuacji – podkreśla ekspert. 

Nowe zasady rozliczeń mają dotyczyć tylko relacji między pracownikiem i pracodawcą. Zdaniem Andrzeja Marczaka warto rozszerzyć te propozycje również na inne relacje, umowy i kontrakty. 

– Chodzi o umowy-zlecenia, umowy o dzieło, kontrakty menadżerskie czy też członkostwo w zarządzie czy radzie nadzorczej. Często menadżerowie pracujący na podstawie tych tytułów prawnych również wykorzystują samochody służbowe do celów prywatnych, dlatego warto dodać te tytuły w procesie legislacyjnym i nie ograniczać tego ryczałtowego, prostego sposobu tylko do relacji pracownik-pracodawca – sugeruje Andrzej Marczak z polskiego oddziału KPMG. 

Źródło: www.finanse.wp.pl

  ________________________________